Krok 1
Zatrzymaj się
Weź spokojny oddech. Pozwól sobie poczuć to, co jest — bez oceny i pośpiechu.
Modlitwa • ukojenie • nowy początek
Cicha przestrzeń dla Ciebie, jeśli przeżywasz stratę, rozstanie, zranienie, poczucie winy lub inną sytuację, która pozostawiła ślad. Nie musisz przechodzić przez to sam.
„Pokój zostawiam wam,
pokój mój daję wam.”
J 14,27
Wybierz jeden mały krok. Tyle wystarczy na początek.
Krok 1
Weź spokojny oddech. Pozwól sobie poczuć to, co jest — bez oceny i pośpiechu.
Krok 2
To, co nazwane, przestaje działać wyłącznie w ukryciu. Możesz stanąć w prawdzie łagodnie.
Krok 3
Nie musisz znać całej drogi. Możesz powierzyć Bogu właśnie ten jeden dzisiejszy ciężar.
Przejdźmy razem czternaście kluczowych stacji z drogi Jezusa — od spotkania z własnym bólem, przez prawdę i przebaczenie, aż ku nadziei, pokojowi i wewnętrznej wolności.
„A nadzieja zawieść nie może...” Rz 5,5
„Piłat powiedział do nich: Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem?. Zawołali wszyscy: Na krzyż z Nim!.
(Mt 27,22)
Są takie chwile w życiu, kiedy jedno wydarzenie potrafi pozostawić ranę na wiele lat.
Nie dlatego, że trwało długo.
Czasem trwało zaledwie chwilę.
Jedno spotkanie.
Jedna rozmowa.
Jedna decyzja.
Kilka słów.
A jednak od tamtej chwili serce już nie było takie samo.
Jezu…
Ty również stanąłeś przed ludźmi, którzy Cię nie poznali.
Nie zobaczyli Twojego serca.
Nie chcieli zrozumieć prawdy.
W jednej chwili został wydany wyrok.
Ty wiesz, jak boli niesprawiedliwy osąd.
Ty wiesz, jak boli odrzucenie.
Ty wiesz, jak boli milczenie tych, którzy mogli stanąć w obronie, ale tego nie zrobili.
Dlatego dziś przychodzę do Ciebie właśnie z tym miejscem mojego serca.
Nie chcę już udowadniać, że zasługuję na miłość.
Nie chcę już pytać, dlaczego zostałem odrzucony.
Nie chcę już szukać odpowiedzi u ludzi.
Przychodzę do Ciebie.
Bo tylko Ty znasz całą prawdę o mnie.
Ty widzisz moje łzy, których nikt nie widział.
Ty pamiętasz noce, podczas których nie mogłem zasnąć.
Ty byłeś przy mnie wtedy, gdy wydawało mi się, że jestem zupełnie sam.
Dzisiaj nie proszę Cię jeszcze o to, abym zapomniała.
Nie umiem.
Proszę Cię tylko o jedno.
Usiądź obok mnie.
I nie pozwól mi przejść tej drogi samej.
Pozostań przez chwilę w milczeniu.
Nie tłumacz Jezusowi swojego bólu.
On już go zna.
Po prostu pozwól Mu być przy Tobie.
Jezu,
oddaję Ci chwilę, od której wszystko się zaczęło.
Oddaję Ci wszystkie wspomnienia, które do dziś wywołują ból.
Oddaję Ci każde odrzucenie.
Każdą łzę.
Każde pytanie, na które nigdy nie otrzymałam odpowiedzi.
Oddaję Ci moje serce.
Takie, jakie jest.
Zmęczone.
Zranione.
Tęskniące.
W imię Jezusa Chrystusa
wyrzekam się przekonania, że moje życie zostało przekreślone przez jedno doświadczenie.
Wyrzekam się kłamstwa, że moja wartość zależy od tego, czy ktoś mnie wybrał.
Wyrzekam się rozpaczy.
Wyrzekam się beznadziei.
Wyrzekam się wszystkiego, co odbiera mi pokój i oddala mnie od Twojej miłości.
Jezu,
przyjmuję Twoje spojrzenie pełne miłości.
Przyjmuję prawdę, że jestem cenna w Twoich oczach.
Przyjmuję pokój, którego świat dać nie może.
Przyjmuję nadzieję.
Przyjmuję Twoją obecność.
I wierzę, że nawet jeśli moje serce jeszcze nie potrafi zapomnieć,
to już dziś może zacząć zdrowieć.
Panie Jezu,
Ty zostałeś odrzucony, aby nikt z nas nie musiał już nigdy wierzyć, że został odrzucony przez Boga.
Dotknij mojego serca swoją miłością.
Ulecz we mnie wszystko, co zostało zranione.
Naucz mnie patrzeć na siebie Twoimi oczami.
Daj mi odwagę zrobić pierwszy krok ku wolności.
Amen.
„A On sam dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki.”
(J 19,17)
Każdy z nas niesie w życiu jakiś krzyż.
Niektóre widać od razu.
Innych nie dostrzega nikt.
Są krzyże, które nosimy w sercu.
Krzyż niespełnionej miłości.
Krzyż odrzucenia.
Krzyż samotności.
Krzyż pytań, na które przez lata nie znajdujemy odpowiedzi.
Najtrudniejsze nie jest jednak samo cierpienie.
Najtrudniejsze jest przekonanie, że musimy nieść je sami.
Jezu…
Patrzę na Ciebie, gdy bierzesz krzyż na swoje ramiona.
Nie uciekasz.
Nie buntujesz się przeciw Ojcu.
Nie udajesz, że ten krzyż nie boli.
Po prostu bierzesz go z miłości.
Patrząc na Ciebie, zaczynam rozumieć, że moje cierpienie nie jest dla Ciebie obojętne.
Ty nie stoisz daleko.
Idziesz obok mnie.
Każdy mój krok jest również Twoim krokiem.
Każda moja łza jest Ci znana.
Każde westchnienie słyszysz.
Przez długi czas próbowałem sam unieść ciężar mojego serca.
Sam szukałem odpowiedzi.
Sam walczyłem z myślami.
Sam próbowałem odzyskać pokój.
Dzisiaj po raz pierwszy chcę zrobić coś innego.
Chcę oddać Ci ciężar, którego już nie potrafię dźwigać.
Nie dlatego, że jestem słaba.
Ale dlatego, że Ty sam powiedziałeś:
„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.” (Mt 11,28)
Dzisiaj przychodzę.
Nie z gotowymi odpowiedziami.
Nie z udawaną siłą.
Przychodzę z sercem.
Takim, jakie jest.
Wyobraź sobie Jezusa idącego drogą krzyżową.
Podejdź do Niego.
Nie mów nic.
Po prostu połóż swój krzyż obok Jego krzyża.
Pozwól Mu przez chwilę nieść go razem z Tobą.
Jezu,
oddaję Ci ciężar, który noszę od tak dawna.
Oddaję Ci wszystkie dni, kiedy uśmiechałam się na zewnątrz, a wewnątrz cierpiałam.
Oddaję Ci zmęczenie ciągłą walką.
Oddaję Ci moje pytania.
Oddaję Ci moje milczenie.
Oddaję Ci wszystko, czego już nie potrafię unieść.
W imię Jezusa Chrystusa
wyrzekam się przekonania, że wszystko zależy ode mnie.
Wyrzekam się samotnego dźwigania mojego krzyża.
Wyrzekam się lęku przed oddaniem Ci mojego bólu.
Wyrzekam się nieufności.
Wyrzekam się wszystkiego, co zamyka moje serce na Twoją pomoc.
Jezu,
przyjmuję Twoją obecność.
Przyjmuję Twoją siłę.
Przyjmuję Twoją czułość.
Przyjmuję łaskę zaufania.
Przyjmuję prawdę, że nie jestem sam.
Przyjmuję Twoje zaproszenie, aby iść z Tobą krok po kroku.
Panie Jezu,
Ty pierwszy wziąłeś krzyż na swoje ramiona.
Naucz mnie każdego dnia oddawać Ci to, co mnie przygniata.
Kiedy zabraknie mi sił, przypominaj mi, że idziesz obok mnie.
Kiedy wrócą wspomnienia, przypominaj mi, że Twoja miłość jest większa niż mój ból.
Spraw, abym nie bała się powierzyć Ci całego mojego życia.
Amen.
„On wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby.”
(Mt 8,17)
Są takie chwile, kiedy człowiek nie ma już siły.
Nie ma siły się modlić.
Nie ma siły wierzyć.
Nie ma siły walczyć.
Uśmiecha się przed ludźmi.
Pracuje.
Spełnia swoje obowiązki.
A kiedy zostaje sam…
upada.
Jezu…
Ty również upadłeś.
Nie dlatego, że zabrakło Ci miłości.
Nie dlatego, że przestałeś ufać Ojcu.
Upadłeś dlatego, że niosłeś ciężar, który przekraczał ludzkie siły.
Patrząc na Ciebie, uczę się, że moje łzy nie są porażką.
Moje zmęczenie nie jest porażką.
Moje chwile słabości nie oddalają mnie od Ciebie.
Przez długi czas wydawało mi się, że muszę być silna.
Że muszę sobie poradzić.
Że nie mogę płakać.
Że nie mogę się załamać.
A przecież Ty nie odwróciłeś się od człowieka dlatego, że był słaby.
Przyszedłeś właśnie do tych, którzy utrudzili się drogą.
Dzisiaj nie wstydzę się powiedzieć:
Jezu…
jestem zmęczony.
Zmęczony noszeniem tego bólu.
Zmęczony wracaniem do tych samych wspomnień.
Zmęczony walką.
I właśnie taką mnie przyjmujesz.
Bez osądu.
Bez wyrzutów.
Z nieskończoną czułością.
Przez chwilę nic nie mów.
Wyobraź sobie Jezusa leżącego pod krzyżem.
Nie patrzy na Ciebie z wyrzutem.
Patrzy z miłością.
Usłysz w sercu Jego słowa:
„Nie musisz być silna, aby do Mnie przyjść.”
Jezu,
oddaję Ci wszystkie dni, kiedy nie miałam już siły.
Oddaję Ci moje wyczerpanie.
Oddaję Ci wszystkie noce pełne łez.
Oddaję Ci chwile, kiedy wydawało mi się, że już nigdy nie będę umiał się uśmiechnąć.
Oddaję Ci wszystko, co ukrywałam przed światem.
W imię Jezusa Chrystusa
wyrzekam się przekonania, że moja wartość zależy od tego, jak dobrze sobie radzę.
Wyrzekam się kłamstwa, że muszę być doskonała.
Wyrzekam się lęku przed własną słabością.
Wyrzekam się wstydu z powodu moich łez.
Wyrzekam się wszystkiego, co nie pozwala mi przyjąć Twojego miłosierdzia.
Jezu,
przyjmuję Twoją czułość.
Przyjmuję Twoje miłosierdzie.
Przyjmuję odpoczynek, który znajduję przy Tobie.
Przyjmuję prawdę, że mogę być słaba, a jednocześnie bardzo kochana.
Przyjmuję Twoją obietnicę, że nigdy mnie nie opuścisz.
Panie Jezu,
kiedy znowu zabraknie mi sił,
przypomnij mi swój pierwszy upadek.
Przypomnij mi, że nie przestałeś iść.
Naucz mnie powstawać nie dzięki własnej sile,
ale dlatego, że Ty podajesz mi swoją dłoń.
Spraw, abym nigdy nie zwątpiła w Twoją miłość,
nawet wtedy, gdy sam nie będę już wierzyć we własne siły.
Amen.
„A obok krzyża Jezusowego stała Matka Jego…”
(J 19,25)
Są takie cierpienia, których nie da się zabrać.
Nie da się ich naprawić jednym zdaniem.
Nie da się ich wymazać z pamięci.
Można jednak przeżywać je razem.
Maryja nie mogła zdjąć krzyża z ramion swojego Syna.
Nie mogła zatrzymać Jego cierpienia.
Nie mogła zmienić wyroku.
Ale mogła zrobić coś, co miało ogromną wartość.
Była.
Jezu…
Patrzę na spotkanie Twoich oczu z oczami Matki.
Nie potrzeba słów.
Miłość rozumie ciszę.
Ile razy pragnęłam, aby ktoś po prostu usiadł obok mnie?
Nie po to, aby znaleźć rozwiązanie.
Nie po to, aby powiedzieć, że wszystko będzie dobrze.
Ale po to, aby nie zostawiać mnie samej.
Ty znasz to pragnienie.
Dlatego dałeś nam swoją Matkę.
Maryjo,
kiedy stoisz pod krzyżem swojego Syna,
przypominasz mi wszystkie kobiety, które Bóg postawił na mojej drodze.
Moją mamę.
Babcię.
Siostrę.
Przyjaciółkę
Nauczycielkę.
Każdą kobietę, która swoim dobrem pozostawiła ślad w moim sercu.
Dziękuję Ci za te, które były przy mnie wtedy, gdy cierpiałam.
Za ich obecność.
Za ich modlitwę.
Za ich czułość.
Jeżeli jednak noszę w sercu żal do mojej mamy lub do innej kobiety,
proszę Cię,
pokaż mi go z miłością.
Nie po to, aby wracać do bólu.
Ale po to, aby oddać go Jezusowi.
Jeżeli jest we mnie coś, co potrzebuje przebaczenia,
daj mi łaskę przebaczyć.
Jeżeli jest we mnie wdzięczność,
naucz mnie ją wyrazić.
Jezu,
spraw, abym nigdy nie zapomniała,
że nawet wtedy, gdy wydaje mi się, iż zostałem sam,
Ty zawsze stawiasz przy mnie ludzi,
przez których objawiasz swoją miłość.
Przez chwilę pomyśl o kobietach, które odegrały ważną rolę w Twoim życiu.
Może jest wśród nich ktoś, komu chcesz dziś podziękować.
Może jest ktoś, komu potrzebujesz przebaczyć.
A może są obie takie osoby.
Powierz je wszystkie Jezusowi.
Pozostań przez chwilę w ciszy.
Jezu,
oddaję Ci wszystkie relacje, które zostały zranione.
Oddaję Ci mój żal.
Moje rozczarowanie.
Moje niezrozumienie
Oddaję Ci również wszystkie osoby, które były dla mnie darem.
Dziękuję Ci za ich obecność.
W imię Jezusa Chrystusa
wyrzekam się samotności, która mówi, że nie mam nikogo.
Wyrzekam się urazy wobec tych, którzy mnie zranili.
Wyrzekam się zamknięcia serca.
Wyrzekam się przekonania, że już nigdy nikomu nie zaufam.
Wyrzekam się wszystkiego, co oddziela mnie od Twojej miłości.
Jezu,
przyjmuję obecność Twojej Matki.
Przyjmuję Jej czułość.
Przyjmuję Jej modlitwę.
Przyjmuję łaskę przebaczenia.
Przyjmuję wdzięczność za dobro, którego doświadczyłem.
Przyjmuję prawdę, że nigdy nie jestem sam.
Maryjo,
Matko Bolesna,
Ty najlepiej rozumiesz serce zranione cierpieniem
Weź mnie za rękę i prowadź do Jezusa.
Naucz mnie dziękować za ludzi, których Bóg postawił na mojej drodze.
Naucz mnie przebaczać tam, gdzie moje serce wciąż nosi ból.
Spraw, abym umiał przyjmować miłość i sam stawała się jej znakiem dla innych.
Jezu,
dziękuję Ci za dar Twojej Matki.
Dziękuję Ci za każdą osobę, przez którą okazywałeś mi swoją obecność.
Spraw, abym nigdy nie zwątpiła, że nawet w najtrudniejszych chwilach mojego życia nie jestem sam.
Amen.
„Gdy Go wyprowadzili, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, wracającego z pola i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem.”(Łk 23,26)
Szymon nie planował tego dnia spotkać Jezusa.
Wracał do domu.
Zapewne myślał o swoich sprawach.
Nie wiedział, że za chwilę jego życie zmieni się na zawsze.
Nie zgłosił się dobrowolnie.
Nie poprosił o ten krzyż.
Został przymuszony.
Być może czuł złość.
Być może nie rozumiał, dlaczego właśnie on.
A jednak to właśnie jemu został dana łaska iść tak blisko Jezusa.
Panie Jezu...
Ja również nie wybrałam wielu krzyży mojego życia.
Nie wybrałam odrzucenia.
Nie wybrałam bólu.
Nie wybrałam samotnych nocy.
Nie wybrałam łez.
Nie wybrałam pytań, które przez lata pozostawały bez odpowiedzi.
Tak wiele rzeczy po prostu się wydarzyło.
Przez długi czas pytałam:
„Dlaczego?”
Dzisiaj chcę postawić inne pytanie.
„Jezu, gdzie byłeś wtedy przy mnie?”
I powoli zaczynam odkrywać odpowiedź.
Byłeś bliżej, niż potrafiłem zobaczyć.
Posyłałeś ludzi, którzy dodawali mi odwagi.
Posyłałeś słowo z Pisma Świętego.
Posyłałeś chwile pokoju pośród burzy.
Posyłałeś nadzieję, kiedy wydawało się, że już jej nie ma.
Tak jak Szymon nie wiedział, że idzie obok Zbawiciela, tak i ja nie zawsze rozpoznawałam Twoją obecność.
Dzisiaj chcę Ci za nią podziękować.
Przypomnij sobie osobę, która w najtrudniejszym czasie okazała Ci choć odrobinę dobra.
Może było to jedno zdanie.
Jedna modlitwa.
Jedna obecność.
Podziękuj za nią Bogu.
A jeśli wydaje Ci się, że nikogo takiego nie było, poproś Jezusa, aby pokazał Ci, jak był przy Tobie wtedy, gdy czułaś się najbardziej samotna.
Jezu,
oddaję Ci wszystkie chwile, kiedy buntowałam się przeciw mojemu krzyżowi.
Oddaję Ci pytania „dlaczego?”.
Oddaję Ci moje niezrozumienie.
Oddaję Ci wszystko, czego nie umiałem przyjąć.
W imię Jezusa Chrystusa
wyrzekam się przekonania, że moje cierpienie jest bez sensu.
Wyrzekam się buntu, który zamyka moje serce na Twoje prowadzenie.
Wyrzekam się samotności, która mówi, że zostałem pozostawiona sam.
Wyrzekam się zwątpienia, że potrafisz wyprowadzić dobro z tego, co mnie spotkało.
Wyrzekam się wszystkiego, co odbiera mi nadzieję.
Jezu,
przyjmuję prawdę, że idziesz przy mnie.
Przyjmuję ludzi, których stawiasz na mojej drodze.
Przyjmuję pomoc, której wcześniej nie umiałem przyjąć.
Przyjmuję nadzieję, że nawet mój krzyż może stać się miejscem spotkania z Tobą.
Przyjmuję Twoje prowadzenie dzień po dniu.
Panie Jezu,
tak jak spotkałeś Szymona z Cyreny na drodze krzyżowej,
spotykaj mnie każdego dnia na drogach mojego życia.
Kiedy nie rozumiem tego, co się dzieje,
uczyń moje serce otwartym na Twoją obecność.
Kiedy buntuję się przeciw cierpieniu,
przypominaj mi, że żaden krzyż niesiony z Tobą nie jest daremny.
Dziękuję Ci za wszystkich ludzi, których postawiłeś na mojej drodze.
Spraw również, abym umiał stać się Szymonem z Cyreny dla tych, którzy dziś nie mają już siły nieść swojego krzyża.
Amen.
„Zaprawdę, powiadam wam: wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.”
(Mt 25,40)
Pośród tłumu, krzyków i pośpiechu była jedna kobieta.
Nie miała wielkiej siły.
Nie mogła zatrzymać cierpienia.
Nie mogła zdjąć Jezusowi krzyża.
Zrobiła tylko tyle, ile mogła.
Podeszła.
I otarła Jego twarz.
Tradycja Kościoła mówi, że na chuście Weroniki pozostało Oblicze Jezusa.
Nie dlatego, że szukała cudu.
Ale dlatego, że odważył się podejść do cierpiącego Człowieka.
Jezu...
Przez długi czas patrzyłam na siebie oczami zranienia.
Widziałem kobietę odrzuconą.
Niewystarczającą.
Niekochaną.
Zmęczoną.
A Ty patrzysz na mnie inaczej.
Nie widzisz mnie przez pryzmat tego, co zrobił drugi człowiek.
Nie definiujesz mnie przez moje porażki.
Patrzysz na mnie z miłością.
I właśnie Twoje spojrzenie zaczyna mnie uzdrawiać.
Może największym cudem Weroniki nie było odbicie Twojego Oblicza na chuście.
Może największym cudem było to, że po spotkaniu z Tobą już nigdy nie patrzyła na świat tak samo.
Panie,
spraw, aby również moje serce nosiło Twoje Oblicze.
Abym coraz mniej patrzyła na siebie oczami zranienia,
a coraz bardziej Twoimi oczami.
„Szukam, o Panie, Twojego oblicza. Nie zakrywaj przede mną swojej twarzy.”
(Ps 27,8–9)
Zamknij oczy.
Wyobraź sobie, że Jezus patrzy na Ciebie.
Nie z wyrzutem.
Nie z rozczarowaniem.
Patrzy z miłością.
Pozostań przez chwilę pod Jego spojrzeniem.
Niech Twoje serce odpocznie.
Jezu,
oddaję Ci wszystkie słowa, które odebrały mi poczucie własnej wartości.
Oddaję Ci wszystkie spojrzenia, przez które czułem się nieważna.
Oddaję Ci obraz samego siebie zbudowany na bólu, odrzuceniu i lęku.
Oddaję Ci wszystko, co sprawiło, że przestałm dostrzegać piękno, które Ojciec złożył we mnie od początku.
W imię Jezusa Chrystusa
wyrzekam się kłamstwa, że jestem niewarta miłości.
Wyrzekam się przekonania, że moje zranienia określają moją wartość.
Wyrzekam się pogardy wobec samego siebie.
Wyrzekam się wszystkiego, co odbiera mi godność dziecka Bożego.
Jezu,
przyjmuję Twoje spojrzenie pełne miłości.
Przyjmuję prawdę, że zostałem stworzony z miłości i do miłości.
Przyjmuję godność, której nikt nie może mi odebrać.
Przyjmuję pokój, który rodzi się z życia blisko Ciebie.
Przyjmuję łaskę patrzenia na siebie Twoimi oczami.
Panie Jezu,
otrzyj moje łzy.
Obmyj moją twarz z bólu,
z lęku,
z rozpaczy,
z poczucia odrzucenia.
Przywróć mi oblicze,
które miałam w zamyśle Ojca od początku stworzenia.
Przywróć mi oblicze radości dziecka Bożego.
Niech moje oczy znowu uczą się dostrzegać dobro.
Niech mój uśmiech stanie się świadectwem Twojej obecności.
Niech ludzie, patrząc na mnie,
widzą nie moje zranienia,
lecz Twoją miłość.
Amen.
„On dźwigał nasze cierpienia i obarczył się naszym bólem.”(por. Iz 53,4)
Drugi upadek boli inaczej niż pierwszy.
Za pierwszym razem człowiek jeszcze wierzy, że szybko się podniesie.
Że to tylko chwilowy kryzys.
Że jutro będzie łatwiej.
Ale kiedy upada po raz drugi…
zaczyna pytać, czy starczy mu sił, aby iść dalej.
Jezu...
Patrzę na Twój drugi upadek.
Widzę zmęczenie.
Widzę ciężar krzyża.
Widzę drogę, która wciąż się nie kończy.
I odnajduję w Tobie siebie.
Były chwile, kiedy wydawało mi się, że już nie dam rady.
Że mój ból jest większy niż moje siły.
Że już nigdy nie odzyskam pokoju.
Że już nigdy nie będę umiał cieszyć się życiem.
Były dni, kiedy wykonywałam swoje obowiązki.
Rozmawiałam z ludźmi.
Pracowałam.
Uśmiechałam się.
A moje serce cicho wołało:
„Jezu, nie mam już siły.”
Ty znasz taki ból.
Ty nie odwracasz wzroku od człowieka, który jest wyczerpany.
Nie mówisz:
„Musisz być silniejszy.”
Nie zawstydzasz.
Nie oskarżasz.
Pochylasz się nad nim.
I podnosisz go z miłością.
Dzisiaj chcę uwierzyć,
że nawet jeśli znowu upadłam,
to nie jest koniec mojej drogi.
Bo Ty wciąż idziesz przede mną.
I czekasz, aż zrobię jeszcze jeden krok.
Przypomnij sobie chwilę,
w której wydawało Ci się,
że już nie masz siły.
Nie oceniaj siebie.
Po prostu pokaż ją Jezusowi.
Pozwól Mu uklęknąć obok Ciebie.
Jezu,
oddaję Ci moje wyczerpanie.
Oddaję Ci wszystkie dni,
w których wydawało mi się,
że nie potrafię już żyć normalnie.
Oddaję Ci moje zniechęcenie.
Mój smutek.
Moje łzy.
Oddaję Ci wszystko,
co nosiłem sam przez tak długi czas.
W imię Jezusa Chrystusa
wyrzekam się rozpaczy.
Wyrzekam się przekonania,
że moje cierpienie nigdy się nie skończy.
Wyrzekam się kłamstwa,
że już nigdy nie zaznam pokoju.
Wyrzekam się zniechęcenia.
Wyrzekam się wszystkiego,
co odbiera mi nadzieję.
Jezu,
przyjmuję Twoją cierpliwość.
Przyjmuję Twoją siłę.
Przyjmuję nadzieję,
że nawet najmniejszy krok ma wartość.
Przyjmuję prawdę,
że moje życie nie kończy się na tym cierpieniu.
Przyjmuję Twoją obietnicę,
że nigdy mnie nie opuścisz.
Panie Jezu,
kiedy znowu zabraknie mi sił,
przypomnij mi swój drugi upadek.
Przypomnij mi,
że nawet wtedy nie przestałeś iść.
Kiedy wydaje mi się,
że już nie potrafię zrobić kolejnego kroku,
weź mnie za rękę.
I poprowadź.
Nie proszę Cię,
abyś zabrał wszystkie moje cierpienia.
Proszę Cię,
abyś nigdy nie pozwolił mi przeżywać ich bez Ciebie.
Bo wiem,
że tam, gdzie jesteś Ty,
zawsze rodzi się nadzieja.
Amen.
„A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi.”(Łk 23,27–28)
Na drodze krzyżowej Jezus spotyka kobiety, które płaczą.
Ich łzy są prawdziwe.
Ich współczucie jest szczere.
A jednak Jezus zaprasza je do czegoś więcej.
Nie odrzuca ich.
Nie zawstydza.
Nie mówi, że nie powinny płakać.
Mówi tylko:
„Nie zatrzymujcie się na tym, co widzicie. Pozwólcie, aby to spotkanie przemieniło również wasze serca.”
Jezu...
Ile razy pragnęłam, aby ktoś naprawdę zrozumiał mój ból.
Ile razy czekałam na słowa, które miały mnie pocieszyć.
A przecież żadne ludzkie słowa nie były w stanie uleczyć mojego serca.
Byli ludzie, którzy chcieli dobrze.
Pytali.
Radzili.
Próbowali pocieszać.
Byli też tacy, którzy oceniali, plotkowali albo wyciągali pochopne wnioski, nie znając mojej historii.
Dzisiaj nie chcę już zatrzymywać się ani na jednych, ani na drugich.
Nie chcę budować mojego pokoju na ludzkich opiniach.
Nie chcę żyć tym, co inni o mnie powiedzieli.
Nie chcę szukać odpowiedzi na każde „dlaczego”.
Chcę szukać Ciebie.
Bo tylko Ty znasz całą prawdę.
Tylko Ty widzisz moje serce.
Tylko Ty potrafisz przemienić moje łzy w źródło nadziei.
Naucz mnie patrzeć głębiej.
Nie tylko na cierpienie.
Ale na to, co Ty chcesz z niego wyprowadzić.
Przypomnij sobie słowa, które najbardziej Cię zraniły.
Nie wracaj do nich po to, aby ponownie cierpieć.
Przynieś je Jezusowi.
Pozwól, aby Jego głos był silniejszy niż wszystkie ludzkie opinie.
Jezu,
oddaję Ci wszystkie słowa, które mnie zraniły.
Oddaję Ci wszystkie niesprawiedliwe oceny.
Oddaję Ci plotki.
Oddaję Ci niezrozumienie.
Oddaję Ci moje pragnienie, aby wszyscy mnie zrozumieli i zaakceptowali.
Oddaję Ci wszystko, co do dziś odbiera mi pokój.
W imię Jezusa Chrystusa
wyrzekam się życia opiniami innych ludzi.
Wyrzekam się potrzeby ciągłego tłumaczenia się.
Wyrzekam się urazy wobec tych, którzy mnie nie zrozumieli.
Wyrzekam się osądzania tych, którzy mnie zranili.
Wyrzekam się wszystkiego, co odwraca mój wzrok od Ciebie.
Jezu,
przyjmuję Twoją prawdę.
Przyjmuję Twoje spojrzenie.
Przyjmuję wolność od ludzkich osądów.
Przyjmuję serce, które potrafi przebaczać.
Przyjmuję pokój, który rodzi się z zaufania Tobie.
Przyjmuję łaskę życia w prawdzie.
Panie Jezu,
Ty znasz każde moje cierpienie.
Nie pozwól mi zatrzymać się na bólu ani na tym, co powiedzieli o mnie ludzie.
Ucz mnie patrzeć na moje życie Twoimi oczami.
Daj mi serce wolne od urazy.
Daj mi odwagę przebaczyć tym, którzy mnie nie zrozumieli.
Naucz mnie nie szukać odpowiedzi na wszystkie pytania, lecz każdego dnia szukać Ciebie.
Niech Twoja prawda będzie światłem dla mojego serca.
Niech Twoja miłość będzie silniejsza niż każda rana.
I spraw, abym z dnia na dzień coraz bardziej żył Twoim pokojem.
Amen.
„Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają, i podnosi wszystkich zgnębionych.”
(Ps 145,14)
Trzeci upadek.
Po ludzku wydaje się, że to już koniec.
Nie ma już sił.
Nie ma już nadziei.
Nie ma już światła.
Jest tylko ciężar.
Jezu...
Patrzę na Twój trzeci upadek.
I myślę o wszystkich chwilach mojego życia,
w których wydawało mi się,
że już nigdy się nie podniosę.
Były dni,
kiedy ból odbierał mi spokój.
Były chwile,
kiedy moje myśli krążyły bez końca wokół tego samego cierpienia.
Były słowa,
których później żałowałam.
Były decyzje,
których nie podjęłabym,
gdyby moje serce nie było tak bardzo zranione.
Były momenty,
kiedy wydawało mi się,
że gasną we mnie wiara,
nadzieja
i miłość.
A jednak...
Ty nie pozostałeś na ziemi.
Powstałeś.
Nie dlatego,
że krzyż przestał być ciężki.
Ale dlatego,
że miłość była większa od cierpienia.
Dzisiaj chcę uwierzyć,
że również moje życie
nie kończy się na najgłębszym upadku.
Bo Ty jesteś większy
niż moja słabość.
Większy
niż moje błędy.
Większy
niż mój lęk.
I większy
niż wszystko,
czego do dziś nie potrafię sobie wybaczyć.
Przypomnij sobie coś,
co od dawna nosisz w sercu jako ciężar.
Może jakieś słowo.
Może decyzję.
Może zachowanie,
którego dziś się wstydzisz.
Nie uciekaj od tego.
Połóż to u stóp Jezusa.
Niech to miejsce stanie się miejscem Jego miłosierdzia.
Jezu,
oddaję Ci wszystkie moje błędy.
Oddaję Ci moje zagubienie.
Oddaję Ci chwile,
w których ból był silniejszy ode mnie.
Oddaję Ci wszystko,
co do dziś budzi we mnie wstyd.
Oddaję Ci moje serce,
które tak bardzo pragnie pokoju.
W imię Jezusa Chrystusa
wyrzekam się rozpaczy.
Wyrzekam się oskarżania samego siebie.
Wyrzekam się przekonania,
że moje błędy przekreśliły moje życie.
Wyrzekam się kłamstwa,
że nie zasługuję na Twoje miłosierdzie.
Wyrzekam się wszystkiego,
co odbiera mi nadzieję na nowy początek.
Jezu,
przyjmuję Twoje miłosierdzie.
Przyjmuję Twoje przebaczenie.
Przyjmuję łaskę przebaczenia samemu sobie.
Przyjmuję nadzieję,
że z Tobą zawsze mogę powstać.
Przyjmuję prawdę,
że jestem bardziej umiłowanym dzieckiem Boga
niż sumą moich błędów.
Panie Jezu,
kiedy upadam,
nie pozwól mi uwierzyć,
że wszystko jest stracone.
Kiedy wraca wstyd,
przypominaj mi,
że Twoje miłosierdzie jest większe od mojego grzechu,
większe od mojego zagubienia,
większe od mojego lęku.
Naucz mnie przebaczać samemu sobie,
tak jak Ty przebaczasz mnie.
I spraw,
abym po każdym upadku
umiał z pokorą powstać,
wziąć Cię za rękę
i zrobić jeszcze jeden krok.
Amen.
Jezu...
Dziękuję Ci, że nie przestraszyłeś się mojego najgłębszego upadku.
Dziękuję, że kiedy ja przestałm wierzyć, Ty nadal wierzyłeś, że mogę powstać.
Weź mnie za rękę.
Już nie chcę wracać do miejsca, w którym zgasła moja nadzieja.
Chcę iść za Tobą.
Krok po kroku.
Aż do poranka Zmartwychwstania.
Amen.
„Żołnierze zaś, gdy ukrzyżowali Jezusa, wzięli Jego szaty…”
(J 19,23)
Są takie chwile,
kiedy człowiek ma wrażenie,
że stracił wszystko.
Dobre imię.
Poczucie bezpieczeństwa.
Marzenia.
Relacje.
Nadzieję.
Bywa też,
że zostaje zraniony tak głęboko,
iż zaczyna wątpić we własną wartość.
Jezu...
Patrzę na Ciebie,
gdy odbierają Ci szaty.
Pozbawiają Cię wszystkiego,
co po ludzku mogło dawać poczucie godności.
A jednak...
Twojej godności nie mogli odebrać.
Bo nie pochodziła od ludzi.
Pochodziła od Ojca.
I wtedy zaczynam rozumieć,
że moja wartość również nie zależy od tego,
jak zostałem potraktowana.
Nie zależy od tego,
kto mnie wybrał,
a kto odrzucił.
Nie zależy od ludzkich opinii.
Moja godność ma swoje źródło w Tobie.
Jestem umiłowanym dzieckiem Boga.
I nikt nie może mi tego odebrać.
Stań przed Jezusem takim,
jaki jesteś.
Bez masek.
Bez udawania.
Bez potrzeby ukrywania swoich ran.
Pozwól,
aby Jego spojrzenie przypomniało Ci,
kim naprawdę jesteś.
Jezu,
oddaję Ci cały mój wstyd.
Oddaję Ci wszystkie chwile,
w których czułem się gorszy.
Oddaję Ci wszystkie słowa,
które odebrały mi poczucie własnej wartości.
Oddaję Ci wszystko,
co sprawia,
że trudno mi przyjąć samą siebie.
W imię Jezusa Chrystusa
wyrzekam się kłamstwa,
że jestem niewarta miłości.
Wyrzekam się porównywania się z innymi.
Wyrzekam się życia cudzymi ocenami.
Wyrzekam się wszystkiego,
co odbiera mi godność dziecka Bożego.
Jezu,
przyjmuję prawdę,
że zostałem stworzony z miłości.
Przyjmuję godność,
której nikt nie może mi odebrać.
Przyjmuję wolność,
aby żyć nie według ludzkich opinii,
lecz według Twojej prawdy.
Przyjmuję Twoją miłość,
która przywraca mi moje prawdziwe imię.
Panie Jezu,
Ty pozwoliłeś odebrać sobie wszystko,
aby nikt już nigdy nie musiał wierzyć,
że utracił swoją wartość.
Kiedy wraca wstyd,
przypominaj mi,
że jestem Twoim umiłowanym dzieckiem.
Kiedy patrzę na siebie z lękiem,
naucz mnie patrzeć Twoimi oczami.
Nie pozwól,
abym szukała swojej godności w tym,
co przemija.
Niech moje serce każdego dnia odpoczywa
w pewności,
że należę do Ciebie.
Amen.
„Lecz Jezus mówił: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.”(Łk 23,34)
Krzyż został wbity w ziemię.
Ręce Jezusa zostały przebite.
Nogi również.
Po ludzku wydaje się,
że wszystko zostało odebrane.
A jednak właśnie wtedy,
w samym sercu cierpienia,
Jezus wypowiada słowa,
których świat nie potrafi zrozumieć:
„Ojcze, przebacz im.”
Jezu...
Jak trudno jest przebaczyć.
Nie tylko wtedy,
gdy ktoś odebrał nam spokój.
Ale również wtedy,
gdy odebrał nam zaufanie.
Marzenia.
Poczucie bezpieczeństwa.
Część naszego serca.
Przez długi czas wydawało mi się,
że przebaczyć oznacza zapomnieć.
Albo udawać,
że nic się nie stało.
Dzisiaj zaczynam rozumieć,
że przebaczenie nie oznacza,
że zło było dobre.
Przebaczenie oznacza,
że nie chcę już dłużej żyć w niewoli tego,
co mnie zraniło.
Nie chcę,
aby ból miał ostatnie słowo.
Chcę,
aby ostatnie słowo należało do Ciebie.
Przynieś Jezusowi imiona osób,
które najbardziej zraniły Twoje serce.
Nie zmuszaj się do uczuć,
których jeszcze nie masz.
Powiedz tylko:
„Jezu,
Ty widzisz,
że sam nie potrafię.
Naucz mnie przebaczać.”
Jezu,
oddaję Ci cały mój żal.
Oddaję Ci moje rozczarowanie.
Oddaję Ci wszystkie rany,
które wciąż bolą.
Oddaję Ci ludzi,
których trudno mi objąć modlitwą.
Oddaję Ci moje serce,
które pragnie być wolne.
W imię Jezusa Chrystusa
wyrzekam się urazy.
Wyrzekam się pragnienia odwetu.
Wyrzekam się pielęgnowania bólu.
Wyrzekam się wszystkiego,
co zamyka moje serce na Twoje miłosierdzie.
Jezu,
przyjmuję łaskę przebaczenia.
Przyjmuję wolność,
która rodzi się z oddania Ci mojego bólu.
Przyjmuję Twoje miłosierdzie.
Przyjmuję pokój,
którego sam nie potrafię sobie dać.
Przyjmuję serce,
które każdego dnia uczy się kochać bardziej niż osądzać.
Panie Jezu,
nie proszę Cię,
abym przestał pamiętać.
Proszę Cię,
abym pamiętała bez nienawiści.
Nie proszę,
abyś wymazał moją historię.
Proszę,
abyś wszedł w nią ze swoją miłością.
Jeżeli dziś nie umiem jeszcze przebaczyć,
przyjmij moje pragnienie przebaczenia.
Jeżeli moje serce nadal boli,
połóż na nim swoją dłoń.
I spraw,
aby dzień po dniu
Twoje słowa:
„Ojcze, przebacz im...”
stawały się również modlitwą mojego serca.
Amen.
Jezu,
oddaję Ci cały mój żal.
Oddaję Ci moje rozczarowanie.
Oddaję Ci wszystkie rany, które wciąż bolą.
Oddaję Ci ludzi, których trudno mi objąć modlitwą.
Oddaję Ci również żal do samego siebie.
Oddaję Ci wszystkie decyzje, których dziś nie rozumiem.
Oddaję Ci słowa, których żałuję.
Oddaję Ci chwile, w których wydawało mi się, że wszystko zepsułam.
Oddaję Ci ciężar poczucia winy, który noszę od tak dawna.
Oddaję Ci moje serce, które pragnie być wolne.
Panie Jezu,
Ty znasz całą prawdę o moim życiu.
Ty wiesz, gdzie zostałem zraniony.
Ty wiesz również, gdzie sam zraniłam.
Nie proszę Cię, abyś wymazał moją historię.
Proszę Cię, abyś wszedł w nią ze swoim miłosierdziem.
Jeżeli trudno mi przebaczyć innym,
naucz mnie przebaczać.
Jeżeli trudno mi przebaczyć samemu sobie,
weź moje serce w swoje dłonie
i naucz mnie patrzeć na siebie Twoimi oczami.
Uwolnij mnie od ciężaru nieustannego oskarżania samego siebie.
Daj mi odwagę przyjąć Twoje przebaczenie.
I naucz mnie wierzyć,
że Twoje miłosierdzie jest większe
niż wszystko, co noszę w sercu.
Niech moje życie spocznie w Twoich rękach.
Bo nawet wtedy, gdy nie rozumiem swojej drogi,
ufam,
że Ty nigdy mnie nie opuszczasz
i prowadzisz mnie ku życiu.
Amen.
„A Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach wyzionął ducha.”(Łk 23,46)
Na krzyżu zapada cisza.
Nie ma już tłumaczeń.
Nie ma już pytań.
Nie ma już walki.
Jest tylko jedno zdanie.
„Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego.”
Jezu...
Jak trudno jest oddać Ci to,
co przez lata próbowałem zatrzymać.
Oddać wspomnienia.
Oddać lęk.
Oddać przyszłość.
Oddać pytania,
na które nigdy nie znalazłam odpowiedzi.
Tak często chciałem sam zrozumieć wszystko.
Sam naprawić swoje życie.
Sam uleczyć swoje serce.
A dzisiaj uczysz mnie czegoś zupełnie innego.
Uczysz mnie zawierzenia.
Nie wszystkiemu będę umiał nadać sens.
Nie każdą historię zrozumiem.
Nie na każde „dlaczego” znajdę odpowiedź.
Ale mogę jedno.
Powierzyć to wszystko Tobie.
Tak jak Ty powierzyłeś siebie Ojcu.
Przez chwilę nic nie mów.
Po prostu wyobraź sobie,
że trzymasz w dłoniach wszystko,
co do tej pory niosłaś sam.
Powoli połóż to u stóp krzyża.
Nie zabieraj tego z powrotem.
Jezu,
oddaję Ci moje życie.
Oddaję Ci moją przeszłość.
Oddaję Ci moją teraźniejszość.
Oddaję Ci moją przyszłość.
Oddaję Ci wszystkie osoby,
które noszę w sercu.
Oddaję Ci moje marzenia.
Oddaję Ci moje rozczarowania.
Oddaję Ci wszystko,
czego już nie potrafię unieść.
W imię Jezusa Chrystusa
wyrzekam się lęku przed przyszłością.
Wyrzekam się potrzeby kontrolowania wszystkiego.
Wyrzekam się nieufności wobec Twojego prowadzenia.
Wyrzekam się przekonania,
że jestem sam odpowiedzialna za wszystko.
Wyrzekam się wszystkiego,
co nie pozwala mi całkowicie zaufać Tobie.
Jezu,
przyjmuję pokój płynący z zawierzenia.
Przyjmuję Twoją obecność.
Przyjmuję Twoją wolę,
wierząc,
że jest drogą życia.
Przyjmuję odwagę,
aby każdego dnia mówić:
„Ojcze,
w Twoje ręce powierzam moje życie.”
Panie Jezu,
Ty do końca zaufałeś Ojcu.
Naucz mnie takiego zaufania.
Kiedy wróci lęk,
przypominaj mi,
że jestem w Twoich rękach.
Kiedy wrócą pytania,
na które nie znam odpowiedzi,
daj mi pokój.
Niech moje serce
nie szuka już oparcia w tym,
co przemija,
ale w Tobie,
który jesteś wierny na wieki.
Ojcze,
w Twoje ręce powierzam moje życie.
Uczyń z nim to,
co będzie prowadziło mnie do świętości,
do pokoju
i do pełni Twojej miłości.
Amen.
„A Józef zdjął ciało Jezusa z krzyża...”
(por. Mk 15,46)
Po wszystkim zapadła cisza.
Ucichły krzyki.
Ucichł tłum.
Maryja trzyma w swoich ramionach ciało Syna.
Nie pyta już: „Dlaczego?”.
Nie buntuje się.
Trwa.
Przy Tym, którego kocha.
Jezu...
Przez tak długi czas próbowałem być silna.
Próbowałem nie płakać.
Próbowałem wszystko zrozumieć.
Próbowałem sam uleczyć swoje serce.
Dzisiaj już nie chcę walczyć.
Chcę trwać przy Tobie.
Naucz mnie szukać pokoju w Twojej obecności.
Naucz mnie zawierzać Ci wszystko, czego już nie potrafię unieść.
Spraw, abym uwierzył,
że jestem umiłowanym dzieckiem Ojca.
I że nawet w chwilach największej próby
On nie przestaje mnie prowadzić.
Maryjo...
Patrzę na Ciebie,
gdy trzymasz w ramionach swojego Syna.
Twoje serce przeszywa niewyobrażalny ból.
A jednak nie odwracasz się od Boga.
Nie przestajesz wierzyć.
Nie przestajesz ufać.
Naucz mnie takiej wiary.
Wiary, która trwa również wtedy,
gdy nie rozumiem.
Wiary, która nie ustaje pośród łez.
Wiary, która potrafi powiedzieć:
„Ojcze,
ufam Tobie,
nawet wtedy,
gdy moje serce nie widzi jeszcze światła.”
Przez chwilę nie proś o nic.
Nie tłumacz się.
Nie walcz.
Po prostu trwaj przed Jezusem.
Jeżeli czujesz zmęczenie,
powierz je Bogu.
Jeżeli czujesz pustkę,
nie uciekaj od niej.
Pan potrafi przemawiać również w ciszy.
Jezu,
oddaję Ci moje zmęczenie.
Oddaję Ci moje łzy.
Oddaję Ci wszystkie lata walki.
Oddaję Ci potrzebę udowadniania,
że sobie poradzę.
Oddaję Ci moje serce.
Takie,
jakie jest.
W imię Jezusa Chrystusa
wyrzekam się przekonania,
że muszę wszystko unieść sam.
Wyrzekam się niepokoju.
Wyrzekam się lęku.
Wyrzekam się braku zaufania.
Wyrzekam się wszystkiego,
co oddala mnie od Ciebie.
Jezu,
przyjmuję Twój pokój.
Przyjmuję Twoją obecność.
Przyjmuję łaskę zawierzenia.
Przyjmuję przykład wiary Twojej Matki.
Przyjmuję pewność,
że nawet wtedy,
gdy nic nie czuję,
Ty jesteś przy mnie.
Panie Jezu,
kiedy moje serce jest zmęczone,
naucz mnie trwać przy Tobie.
Kiedy wracają wspomnienia,
pomóż mi przeżywać je w Twojej obecności.
Maryjo,
Matko Bolesna,
prowadź mnie do Jezusa.
Naucz mnie wierzyć,
tak jak Ty uwierzyłś.
Naucz mnie ufać,
tak jak Ty zaufałś.
Wyproś mi łaskę pokoju,
który rodzi się z zawierzenia Bogu.
Spraw,
abym również w chwilach największej próby
potrafiła powiedzieć:
„Ojcze,
ufam Tobie.”
Amen.
„Józef z Arymatei złożył ciało Jezusa w nowym grobie, który był wykuty w skale.”
(por. Mt 27,59–60)
Kamień został zamknięty.
Zapadła cisza.
Uczniowie nie rozumieli.
Wydawało się,
że wszystko się skończyło.
A jednak...
To nie był koniec.
To był czas oczekiwania.
Jezu...
W moim życiu również były chwile,
w których wydawało mi się,
że nic już się nie zmieni.
Modliłem się.
Czekałam.
I nie widziałem odpowiedzi.
Były dni,
kiedy wydawało mi się,
że milczysz.
Dzisiaj uczę się,
że również w ciszy działasz.
Nawet wtedy,
gdy moje oczy jeszcze tego nie dostrzegają.
Nawet wtedy,
gdy moje serce nie rozumie.
Nawet wtedy,
gdy wszystko wydaje się martwe.
Ty przygotowujesz nowe życie.
Pomyśl o sprawie,
którą od dawna nosisz przed Bogiem.
Nie szukaj dziś odpowiedzi.
Powiedz tylko:
„Ojcze,
ufam,
że również teraz działasz,
choć jeszcze tego nie widzę.”
Jezu,
oddaję Ci wszystko,
na co wciąż czekam.
Oddaję Ci moje pytania.
Oddaję Ci moją niecierpliwość.
Oddaję Ci moje pragnienia.
Oddaję Ci moje jutro.
Oddaję Ci wszystko,
co wydaje się jeszcze nieukończone.
W imię Jezusa Chrystusa
wyrzekam się zwątpienia.
Wyrzekam się przekonania,
że moje życie już się nie zmieni.
Wyrzekam się zniechęcenia.
Wyrzekam się nieufności.
Wyrzekam się wszystkiego,
co odbiera mi nadzieję.
Jezu,
przyjmuję dar cierpliwości.
Przyjmuję nadzieję.
Przyjmuję pokój,
który nie zależy od okoliczności.
Przyjmuję zaufanie,
że Ty działasz również wtedy,
gdy jeszcze tego nie widzę.
Przyjmuję obietnicę,
że ostatnie słowo zawsze należy do życia.
Panie Jezu,
kiedy wydaje mi się,
że wszystko się skończyło,
przypominaj mi,
że grób nie był końcem.
Naucz mnie wiernie trwać przy Tobie
również wtedy,
gdy nie widzę owoców mojej modlitwy.
Uchroń mnie przed zniechęceniem.
Napełnij moje serce cierpliwością.
I spraw,
abym nigdy nie przestał wierzyć,
że Ty potrafisz wyprowadzić życie
z miejsc,
które wydają się całkowicie martwe.
Bo dla Ciebie
nie ma nic niemożliwego.
Amen.
Możesz czytać je po kolei albo wybrać tę, której dziś najbardziej potrzebujesz.
Ta przestrzeń powstała
z osobistego doświadczenia.
„Serce od nowa” wyrasta z drogi przez stratę, zranienie, przebaczenie i powolne odzyskiwanie siebie. Nie znajdziesz tu prostych obietnic ani presji, by „już zapomnieć”. Znajdziesz modlitwę, refleksję i miejsce na własne tempo — niezależnie od tego, jaka historia Cię tu przyprowadziła.
Możesz podzielić się swoim doświadczeniem po przejściu Drogi uzdrowienia i uwolnienia, przekazać sugestię albo po prostu napisać kilka słów. Odpowiem, gdy tylko będę mogła.
Adres służy do kontaktu z autorką projektu „Serce od nowa”.